Już dobry rok temu zmigrowałem funkcjonalność Exchange ze starego serwera Windows Small Business Server 2003 do Office 365 i tym samym zaopatrzyłem wszystkich pracowników klienta w korzystne, zawsze aktualne lokalne licencje Office. Jako partner Microsoftu nie tylko przejąłem konfigurację, lecz zajmuję się także sporadycznie pojawiającymi się zadaniami administracyjnymi, np. założeniem nowego użytkownika.
Przed zmianą wszystkie wychodzące e-maile były traktowane przez resztę świata jako spam – to był w ogóle powód, dla którego zostałem zaangażowany do działania.
Windows Server 2003 od lipca 2015 nie otrzymuje już aktualizacji zabezpieczeń; w dzisiejszych czasach używanie takiego systemu to absolutne No-Go. Ponadto, zwłaszcza w przypadku starszych, niezwirtualizowanych systemów, w razie awarii sprzętu – mimo kopii zapasowej – uruchomienie ich ponownie na nowym sprzęcie może okazać się trudne. Mój klient jest świadomy kosztów, ale napływające w coraz krótszych odstępach horrory o ransomware i spółce przyspieszyły decyzję o nowym serwerze.
Od trzech tygodni zastąpione są teraz także stare serwery; kontroler domeny z usługą katalogową użytkowników działa obecnie zwirtualizowany pod Windows Server 2016, drugi „serwer" również został zwirtualizowany.
Bardzo mały serwer Intel NUC na NAS-ie Synology zastępuje przy tym oba stare systemy widoczne u góry na zdjęciu; dysponuje większą ilością pamięci roboczej i o rzędy wielkości szybszym dostępem do plików (dzięki NVMe). Skromny jest jedynie pod względem zużycia energii; wynosi ono średnio poniżej 20 watów.
Sama migracja odbyła się bez zakłócenia działalności klienta w sobotę po zamknięciu firmy. Bez dobrej znajomości systemów i procesów, kosztownego przygotowania i oczywiście świeżych kopii zapasowych zmiana mogłaby łatwo zamienić się w „misję samobójczą". O tyle też odetchnąłem z ulgą, gdy po końcowych testach mogłem zamknąć za sobą drzwi, a klient ponad tydzień później odezwał się, by zameldować, że nie ma nic (negatywnego) do zameldowania ... ;)
